WYDAWNICTWO PIERWSZE: książki dla przyjemności

“Stadion. Diabelskie igrzyska”
“Stadion. Diabelskie igrzyska” — Ify Nwamana

“Nwamana, nigeryjski emigrant, anglista i poeta, przeszedł po przyjeździe do Warszawy przez wszystkie kręgi wtajemniczenia. Ośrodek dla uchodźców, stadion, buty, koszulki, metki, zakładanie firmy, wreszcie - polska rodzina umożliwiająca pozostanie w Polsce na dłużej. Wszystko, co opisał w powieści, jest w jakimś sensie prawdą, choć obraz życia emigrantów to przede wszystkim satyra, gra stereotypami i czarną legendą otaczającą afrykańskich mężczyzn. Znajdziemy tu - a jakże! - penisy w rozmiarze XXL, nieograniczoną potencję, plemienny patriarchalizm, chciwość, miłość, zdradę. Przede wszystkim jednak - unikalną, realistyczną pisarską perspektywę. Cud, że przed ostatecznym zniknięciem stadionu pojawił się jego piewca utalentowany i odważny.”
Kazimiera Szczuka, Wysokie Obcasy. Czytaj w +Wysokich Obcasach+ »

“+Nigeryjski przekręt+ to już określenie idiomatyczne. Jak wieść gminna niesie, nikt tak nie wywiedzie cię w pole, w maliny i co tam jeszcze jak właśnie obywatel Nigerii. Także tę książkę, której autorem Ify Nwamana (ur. 1970, Nigeryjczyk, a od czterech lat warszawianin), można spróbować zaliczyć do jednego z nich. Nie rzecz w tym, że bajeczne historie zawarte w Stadionie są niewiarygodne – przeciwnie. Nawet frajdę sprawia ta książka, choć nic wesołego z niej nie wynika. Udało się Nwamanie zamknąć w powieści (jednak) rozrywkowej kawał historii współczesnej. Popowy filtr, którego użył Nwamana, pozwala utrzymać Stadion w ręku nawet tym uczulonym na drastyczne relacje z życia uchodźców.”
Anna Marchewka, Lampa. Czytaj całą recenzję »

“(…) to przede wszystkim jednak wielka pochwala Stadionu, +krainy nieograniczonych możliwości+, zwanej wyspą piratów lub małą Ameryką, którego bogiem był Mamon, gdzie +sprzedawcy zarabiali dużo pieniędzy, a kupujący cieszyli się z niskich cen... i wszyscy byli szczęśliwi+. (…) Nwamana opisuje Stadion, jako siedlisko zła, brudu i złodziejstwa, ale także jako niezwykły tygiel kulturowy.”
Dr Hab. Maciej Ząbek, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW. Czytaj całą recenzję »

“Marley i ja”
“Marley i ja” — John Grogan

“Można tę książkę uznać za kolejną opowieść o psie. Ale na pewno nie jest to historia bohaterskiego Szarika ani wiernej Lessie. John Grogan opisał w książce +Marley i ja. Życie, miłość i najgorszy pies świata+ 13 lat życia z krnąbrnym, głupim, szalonym labradorem, psem niszczycielem, którego nieopatrznie wziął sobie na głowę właśnie wtedy, gdy wraz z żoną przeżywali najpiękniejsze, pierwsze lata swego małżeństwa.”.
Ewa Winnicka, Polityka. Czytaj całą recenzję »

Czytając o tym, jak Marley wygryza dziury w kanapach i dostaje szału, gdy nadchodzi burza, wspominaliśmy naszego psa wygryzającego dziury w ścianach, gdy byliśmy w pracy i szkole. Ale tu nie chodzi tylko o świra psiarzy.
Jacek Pawlicki, Gazeta Świąteczna. Czytaj całą recenzję »

“Kołysanki dla małych kryminalistów”
“Kołysanki dla małych kryminalistów” — Heather O'Neill

Baby - to śmieszne imię wybrali jej nieletni rodzice - to 12-letnia ślicznotka, półsierota. Podopieczna, a zarazem opiekunka taty narkomana. Mieszka w Montrealu, ale często zmienia adresy. Jest wybitnie inteligentna, ironiczna, ale i rozpaczliwie dziecinna. Za prezent, trochę uwagi, porcję spaghetti doprawionego trawą pozwala ze sobą zrobić wszystko. A chętnych do jej ciała jest wielu. Mała dziewczynka wkrótce sypia z mężczyznami za pieniądze i bierze heroinę. Każdy prawdziwy rajfur jest jak matka - tłumaczy nam swoje przywiązanie do niejakiego Alphonse'a.
Porównywana do Christine F., nieżyjącej już autorki kultowej książki “My, dzieci z dworca ZOO”, Baby jest jednak w znacznie większym stopniu postacią literacką. Heather O'Neill, choć powołuje się na doświadczenie autobiograficzne, kreuje postać dziecka jako dojrzała pisarka, świadoma formy i po mistrzowsku grająca ironią, poetyckim zagęszczeniem czy socjologicznym detalem. Głos dziecka ulicy z samego wnętrza opowiadający szokujące historie jest całkowicie czytelny, bliski i swojski. Baby przenikliwie odmalowuje kondycję własną i sobie podobnych dzieciaków, którym skomplikowany system opieki, kontroli i kar skonstruowany przez państwo nie jest w stanie zapewnić odrobiny czyjejkolwiek uwagi. Miłość łącząca dziewczynkę z jej staczającym się do rynsztoka ojcem opisana jest wzruszająco, wstrząsająco, a przy tym przezabawnie.
Kazimiera Szczuka, Wysokie Obcasy. Czytaj w +Wysokich Obcasach+ »

Przy czytaniu “Kołysanek dla małych kryminalistów” kanadyjskiej autorki Heather O'Neill przypomina się szał, który ogarnął prawie wszystkie dziewczynki pod koniec podstawówki, kiedy ukazało się polskie wydanie “My, dzieci z dworca ZOO”. Książka O'Neill ma podobną siłę chwytania za gardło, co opowieść o dzieciach z berlińskiego dworca.
Rzecz dzieje się w podłej dzielnicy Montrealu. Dwunastoletnia Baby (młodociani rodzice nadali jej takie imię pod wpływem przebojów radiowych) rozpaczliwie próbuje odnaleźć się w świecie złodziei, narkomanów, prostytutek i meneli. Matka Baby od lat nie żyje, a jej ojciec Jules jest permanentnie zanurzony w heroinowych fantazjach i z rzeczywistością kontaktuje się z rzadka, zazwyczaj w sprawach dotyczących zakupu działki. Pozbawiona oparcia dziewczynka dryfuje między kolejnymi podłymi mieszkaniami, zmienia szkoły, przyjaciół.
Barbara Klicka, Dziennik. Czytaj całą recenzję »

“Mój tata z obcej planety”
“Mój tata z obcej planety” — Joanna Rudniańska

Z pewnością zastanawiacie się czasami, jak rodzi się zło. Skąd tyle nienawiści, podłości, zawiści? Na świecie, ale i w rodzinach, wśród najbliższych. Czy pamiętacie choć jeden dzień, kiedy nie toczyła się gdzieś jakaś wojna? Choć jedne Wiadomości bez informacji o okrucieństwie i przemocy?
Świetnym studium tego problemu jest nowa książka Joanny Rudniańskiej “Mój tata z obcej planety”.
Dorota Koman dla Teleranka. Czytaj całą recenzję »

Pierwszorzędna pisarka traktuje młodych ludzi serio – nie tylko dlatego, że pisze wprost o źródłach przemocy i nietolerancji, lecz także z tej przyczyny, że ciemne strony rzeczywistości przybierają w “Moim tacie...” złudne maski.
I, co kluczowe, zło nie zostaje tu zwyciężone dobrem. Można przed nim jedynie uciec w świat wyobraźni.
Katarzyna Kubisiowska, Dziennik. Czytaj całą recenzję »

“Kotka Brygidy”
“Kotka Brygidy” — Joanna Rudniańska

To piękna książka, zapełniona żywymi ludźmi. Jest tu cała galeria postaci – niegodziwcy, przyzwoici oportuniści, tchórze i mimowolni herosi. Straszna i poczciwa zarazem gosposia Stańcia – antysemitka, pobożny tłumok. A wszyscy opisani szczerze, z pokorą i zuchwałą odwagą dziecka. Dziecko nie przyznaje sobie prawa do oceny, nie sądzi i nie interpretuje. Tylko widzi i czuje. Reszta to nasza – czytelników – sprawa. Gdybym była ministrem edukacji, wpisałabym tę książkę bez zwłoki na listę lektur gimnazjalnych.
Joanna Olech, Tygodnik Powszechny. Czytaj całą recenzję »

To, że świat, który przeminął oglądamy dziecięcymi oczami, jest ważne, bo ten ogląd pozbawiony jest emocjonalnego filtra, który zwykle na wydarzenia tragiczne nakładają dorośli.
Magdalena Patryas, Lampa.

We wspaniałej, zadziwiającej książce Joanna Rudniańska dotyka trudnych spraw Holocaustu. Uczciwie i bez taryfy ulgowej przedstawia rozmaite sposoby podejścia “biednych Polaków patrzących na getto” do losu Żydów.
Janusz R. Kowalczyk, Rzeczpospolita.

“Losy Heleny są oparte na prawdziwych doświadczeniach żyjącej jeszcze i mieszkającej nadal w Warszawie pani Ireny Moryson. To zresztą ciekawe, że na małą bohaterkę +Kotki+ nikt nie mówi Helenka, Halszka czy Hela. Tak jakby to jej dorosłe imię miało skupić uwagę czytelnika na Helenie jako osobie dorosłej, którą zresztą staje się w miarę lektury. Bo przesłaniem tej książki jest instrukcja jak być człowiekiem dorosłym w pełnym znaczeniu tego słowa. A kimś takim stajemy się powoli, zaczynając właśnie od patrzenia oczyma dziecka na świat dorosłych.”.
Jacek Kubiak, Polityka. Czytaj całą recenzję »

Zdaniem Marcina Rychtera, recenzenta Dziennika, Kotka Brygidy jest pod wieloma względami lepsza niż Chłopiec w pasiastej piżamie Johna Boyne'a: “Mocną stronę obu książek stanowi ukazanie wojny i Zagłady z naiwnej, nieobciążonej niczym perspektywy. Ale mimo podobieństw są to zupełnie różne powieści. +Kotka Brygidy+ pełna jest fenomenalnych scenek rodzajowych i żywo, z humorem nakreślonych postaci”.
Marcin Rychter, Dziennik. Czytaj całą recenzję »

“Wszystko jest możliwe”
“Wszystko jest możliwe” — Magda Papuzińska

Proza na granicy dojmującej prawdy i niezwykłej wyobraźni. Jest to mianowicie opowieść włożona w usta... sparaliżowanego 13-letniego niemowy.
Tadeusz Nyczek, Przekrój.

Osobowość Jasia sprawia, że ta historia staje się niezwykła, że pojawia się w niej tchnienie tajemnicy.
Małgorzata Musierowicz, Tygodnik Powszechny. Czytaj całą recenzję »

To lektura (...) na czas, gdy możemy odkryć ciepło piasku i smak wody. Ciepło, smak i sens życia, wymiar cudzego i własnego człowieczeństwa.
Grzegorz Leszczyński, Wysokie Obcasy. Czytaj całą recenzję »

Ta książka przypomina o wadze spraw najzwyklejszych, tak oczywistych, że niedostrzeganych, z których w codziennym zabieganiu zapominamy się cieszyć.
Katarzyna Kotowska, Nowe Książki.

“Okno na skrzyżowanie”
“Okno na skrzyżowanie” — Joanna Rudniańska

Muszę wyznać, że ja sam Anioła Nocy Wigilijnej dotąd nie spotkałem. Jednak czytając relacje ze zdarzeń opisanych przez panią Joannę w książce “Okno na skrzyżowaniu”, raz jeszcze odkryłem, że o dobrych wydarzeniach można napisać ciekawie, że dobro bynajmniej nie jest nudne, wbrew opiniom, iż najciekawsze są opisy zła. Ale pisząc o dobru trudno nie pisać także o złu. A to, że dobro bierze górę, wcale nie musi być opowiastką dla grzecznych dzieci (uwaga, ta książka nie jest dla dzieci!), wprost przeciwnie: pisząc takie dziwne opowieści można dotrzeć do różnych spraw, które są ważne i często głęboko ukryte w człowieku.
ks. Adam Boniecki, Tygodnik Powszechny. Czytaj całą recenzję »

Gdy ta autorka pisze dla dzieci, wzrusza dorosłego. A kiedy jej czytelnikiem ma być dorosły, to opowieści Rudniańskiej budzą w nim uśpione dziecko.
Beata Kęczkowska, Gazeta Wyborcza.

“Była sobie wronka”
“Była sobie wronka” — Joanna Papuzińska

“Wakacje. Takie prawdziwe, spędzane z babcią i dziadkiem w maleńkiej wiosce pod Pułtuskiem. Wyrzuconą z gniazda wronkę przyniosła pani Marysia, ptak wyglądał żałośnie. Ale rodzina go odchuchała, nauczyła fruwania i samodzielności.”.
Beata Kęczkowska, Gazeta Wyborcza. Czytaj całą recenzję »

“Tygryski”
“Tygryski” — Joanna Papuzińska

Cudna książeczka, w której bajka rodzi się z życia i do życia powraca. (...) Widać za tą bajeczką domową historię - prawdziwą mamę-pisarkę, która prawdziwe dziecko sposobi do snu i na chwilę sama staje się dzieckiem, uciekając myślami w fantazję. (...)

Joanna Papuzińska to ktoś, kto dla książki dziecięcej zrobił więcej niż bardzo, ale to bardzo dużo. Ktoś, kto poświęcił mu pracę profesora, historyka i krytyka literatury, popularyzatora, redaktora, autora. Oficjalną i całkiem prywatną stronę życia. “Nasza mama czarodziejka”, “Czarna jama”, “Wędrowcy” czy “Darowane kreski” to książki niepodobne do innych, pamiętane i przechowywane. Wyrosłe z doświadczenia, wyobraźni, skłonności do zabawy i śmiechu. A przede wszystkim z miłości do dzieci, którymi byliśmy, jesteśmy, będziemy.
Jarosław Mikołajewski, Gazeta Wyborcza. Czytaj całą recenzję »