WYDAWNICTWO PIERWSZE: książki dla przyjemności

Anioł budzi przy dolinie

Ks. Adam Boniecki, Tygodnik Powszechny

Jeżeli w dniu Wigilii spotkacie kloszarda z zapijaczoną twarzą, w zniszczonym odzieniu i białym długim szalu, jeśli poprosi was o papierosa albo o ogień do skręta, to będzie właśnie on, Anioł Nocy Wigilijnej. Poznacie go po tym, że niespodziewanie, na chwilę, jego twarz (zniszczona alkoholem i kloszardowskim życiem) się zmieni: zblednie, wypięknieje, zajaśnieje jak ekran monitora. Bądźcie przygotowani na to, że sporo o was wie i że was spyta: “powiedz, co chciałbyś najbardziej, a znajdziesz to pod choinką”, a odpowiadając na wasze zdziwienie zapewni: “przekonasz się, bo jestem Aniołem Nocy Wigilijnej”.

Że to się może zdarzyć, wiem z baśni świątecznych Joanny Rudniańskiej. Gdyby opisała tylko jedno takie spotkanie, moglibyśmy podejrzewać, że zmyśliła, ale ona opisała ich sześć. Każde zupełnie inne, każde się przydarzyło zupełnie innym ludziom i w sytuacjach całkowicie różnych. Tylko Anioł w białym szaliku jest ten sam, i dzień Wigilii, i propozycja spełnienia największego życzenia, i spełnienie go. Piszę o tym, bo nie wszyscy i nie zawsze dobrze wiemy, co jest naszym największym pragnieniem. Pragnienie pilne może nam przesłonić pragnienie największe, więc uwaga! – żebyśmy potem nie żałowali.

W opisach, które czytałem, wszyscy zapytani pragną dobra. Zresztą zawsze to, czego się pragnie, jest dobrem. Inna sprawa, że czasem to, co jest dobrem dla jednego, może się okazać czymś złym dla drugiego. Większość opisanych przez Joannę Rudniańską osób wiedziało, czego pragnie najbardziej. Czasem to było zaskakujące, jak w przypadku chorej na raka Ewy. Zamiast poprosić o wyzdrowienie, poprosiła o uratowanie ofiar trzęsienia ziemi w Peru. Jej syn Michał kompletnie nie mógł tego zrozumieć i nawet był na nią z tego powodu wściekły.

Muszę wyznać, że ja sam Anioła Nocy Wigilijnej dotąd nie spotkałem. Jednak czytając relacje ze zdarzeń opisanych przez panią Joannę w książce “Okno na skrzyżowaniu”, raz jeszcze odkryłem, że o dobrych wydarzeniach można napisać ciekawie, że dobro bynajmniej nie jest nudne, wbrew opiniom, iż najciekawsze są opisy zła. Ale pisząc o dobru trudno nie pisać także o złu. A to, że dobro bierze górę, wcale nie musi być opowiastką dla grzecznych dzieci (uwaga, ta książka nie jest dla dzieci!), wprost przeciwnie: pisząc takie dziwne opowieści można dotrzeć do różnych spraw, które są ważne i często głęboko ukryte w człowieku.

Jedna z bohaterek zauważa, że bycie Aniołem Nocy Wigilijnej to najlepszy na świecie zawód. Może, choć nie jesteśmy aniołami, moglibyśmy spróbować, np. wychodząc ze skóry, by poznać, co jest największym pragnieniem tych, których kochamy. Uszczęśliwiać kogoś według własnego pomysłu to już coś, ale czymś znacznie większym może być uszczęśliwianie go według jego pragnień. Kiedy idziemy kupować gwiazdkowe prezenty, czasem odkrywamy, że brak nam pomysłu. Dlaczego? Bośmy pewnie nigdy szczególnie się nie zastanawiali nad największym marzeniem tego, którego teraz, raz w roku, chcemy uszczęśliwić.

Jest taka sympatyczna fundacja, która się zajmuje spełnianiem marzeń bardzo chorych dzieci. Spotykałem tych ludzi. Gdy trzeba, to są gotowi poruszyć niebo i ziemię. Spełniając czyjeś marzenie zwiększają sumę radości we wszechświecie. Szkoda, że niektórych to jakby niewiele obchodzi. Może nie mieli okazji odkryć, że spełniając czyjeś marzenie sami niespodziewanie odnajdują radość?

Historie spełnionych przez Anioła Nocy Wigilijnej marzeń, choć każda inna, mają jeszcze jeden motyw wspólny: przedmiotem wszystkich była w rzeczy samej miłość, bo człowiek, każdy, marzy o miłości. Niestety, nad każdą ludzką miłością unosi się cień przemijania, cień śmierci. Odpowiedzią na nasze największe marzenie jest tajemnica nocy betlejemskiej. Cóż, wtedy mało kto o tym wiedział, a dziś nawet ci, co niby wiedzą, nie dowierzają, że się spełniło ich największe marzenie. To dlatego “anioł budzi przy dolinie”.

Powrót do działu +W prasie+ »